Adopcja Serca

Misja w Zambii

Każdy z nas jest misjonarzem. Każdy ma swoją misję do spełnienia.Ta misja zamyka się w słowie: MIŁOŚĆ.”

Jadąc na misje na pewno miała Siostra pewne wyobrażenia o Zambii i jej mieszkańcach. Jakie uczucia Siostrze towarzyszyły, gdy zderzyła się z rzeczywistością?

Byłam mile zaskoczona. Sytuacja, którą tam zastałam była dużo lepsza niż sobie wyobrażałam. O Zambijczykach mogę powiedzieć, że są bardzo przyjaźni, otwarci, radośni, nie narzekają. Tego mogę się od nich uczyć. Poczułam się tam – myślę, że to taki dar od Pana Boga – jakbym była w domu, jakbym od zawsze tam miała być.

Minęły trzy lata Siostry posługi w Zambii. Jak wygląda Siostry codzienność?

Każdy dzień jako wspólnota sióstr zaczynamy i kończymy modlitwą. Wstajemy bardzo wcześnie, bo o godz. 5.00. Po wspólnej jutrzni i medytacji idziemy do kościoła, który mamy bardzo blisko. Po Mszy św. – śniadanie, a potem obowiązki. Spotykamy się na obiedzie o godz. 12.30, chyba, że jestem na dyżurze w Hospicjum i nie zawsze mogę przyjść. Po południu o godz. 17.00 mamy wspólne ćwiczenia duchowne: czytanie, nieszpory, różaniec, kolację, wspólną rekreację, modlitwę na zakończenie dnia i adorację Najświętszego Sakramentu. Posługuję jako pielęgniarka w Hospicjum dla ludzi zarażonych wirusem HIV oraz walczących z nowotworami. Mój program dnia zależy od dyżuru, na jaką zmianę pracuję: rano, po południu lub w nocy. Nocki trwają 14 godzin i są jedna po drugiej, bez przerwy przez cały tydzień. Jest to trudne, ale pomaga świadomość, że pacjenci mają zapewnioną opiekę przez całą dobę i czują się bezpiecznie. Po dyżurze też jestem w Hospicjum, ale już nie przy łóżku pacjenta. Jest wiele prac koniecznych, dodatkowych. Zajmuję się rozpakowywaniem paczek, które do nas docierają przede wszystkim z Polski, rozdzielam ubranka i przysłane rzeczy, porządkuję magazyn. Bardzo często odwiedzam pacjentów w domach, którzy nie wymagają leczenia w Hospicjum, ale trzeba im zrobić zastrzyki albo zanieść lekarstwa, jedzenie.

Proszę opowiedzieć nam jakąś humorystyczną sytuację, którą przeżyła Siostra w Zambii.

Trudno jest mi sobie tak od razu przypomnieć humorystyczną sytuację, ale spróbuję… O, mam… Nie wiem czy dla Was będzie śmieszna, ale dla mnie wtedy bardzo… Byłam przez jakiś czas na placówce misyjnej w Mpanshya. Przyszłam na Mszę św. do parafii. W czasie Mszy św. wszedł do kościoła bardzo nietrzeźwy mężczyzna, pomimo wielu ludzi obecnych w kościele, zauważył tylko siostrę Sabinę – naszą pierwszą siostrę misjonarkę – i chcąc okazać jej szacunek pozdrowił ją: „Machioma bwanji, Mister Sabina” co się tłumaczy: „Dobrego popołudnia, PANIE Sabina”. Chciał się pochwalić swoją znajomością języka angielskiego, niestety przesadził w drugą stronę… ale szacunek okazał.

Jakie trudności napotyka młody misjonarz wyjeżdżając do Zambii?

Główną trudnością dla mnie była nieznajomość języka. Wydawało mi się, że znam język angielski, ale gdy stanęłam wśród Zambijczyków to okazało się, że ani nie potrafię z nimi rozmawiać, ani ich nie rozumiem. Niestety nie uczyłam się języka w Polsce systematycznie. Przygotowywałam się do wyjazdu na misje tylko w czasie wolnym, po pracy, a było tego czasu bardzo mało. Ratowało mnie to, że od początku czułam się tam jak w domu, czułam, że to jest moje miejsce, więc miałam ogromną siłę, żeby się nie poddawać. Uczyłam się więc języka od ludzi, z którymi przebywałam. Teraz rozumiemy się bez problemu. Jeśli chodzi o dialekt czyli ich plemienny język cinianja to umiem tylko tyle, by zapytać pacjenta, jak się czuje, co go boli. Skupiłam się na języku angielskim, bo miałam do zdania trudny egzamin, który zakończył się sukcesem. Gdy wrócę do domu, to od razu wezmę się za naukę języka cinianja. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła tam funkcjonować jako pielęgniarka bez znajomości tego języka.

Trudna do zrozumienia dla Europejczyka jest też kultura Zambijczyka, zupełnie inna od naszej. Na przykład ciężko jest zaakceptować zdecydowanie niższą od mężczyzn pozycję kobiet i dzieci. Zmienia się to już w rodzinach wykształconych, przynajmniej po ukończeniu 12 klas podstawowych. Jednak tam, gdzie są rodziny tradycyjne, kobieta musi bardzo ciężko pracować, inaczej niż mężczyzna… Jedno co uderza, to ogromny szacunek dla człowieka bez względu na wyznanie, na ubiór czy przekonania. Piękna, wzorowa tolerancja. Nigdy, od nikogo w Zambii, nawet od ludzi pijanych, nie usłyszy się wyzwisk takich jak np. słyszymy my siostry czy księża tutaj w Polsce, nawet od katolików. Ogromny szacunek dla Boga. Ludzie czytają bardzo często Pismo Święte, w szpitalach, w autobusie, noszą Pismo Święte ze sobą i często cytują słowa Pana Jezusa. Popełniają oczywiście grzechy, ale przebija się w ich życiu dobro, poszukiwanie Boga i Jego przebaczenia. Ogromny szacunek do Słowa Bożego. Nawet na autobusach są wypisane słowa mówiące o wierze, pomimo tego, że jeszcze ciągle wierzą w swoje bóstwa, czary, w moc szamanów. Chrześcijaństwo dotarło do nich dopiero 100 lat temu.

Uczestniczyła Siostra w Pieszej Mikołowskiej Pielgrzymce na Jasną Górę szlakiem Orlich Gniazd. Jakie wspomnienia zabiera Siostra do Zambii z tej pielgrzymki?

Z pielgrzymki zabieram piękne wspomnienia. Byłam i nadal jestem zachwycona widząc tak wiele osób, szczególnie młodych osób, chłopców i dziewcząt manifestujących swoją wiarę. Bardzo zbudowana jestem postawą małżeństw, całych rodzin, ludzi, którzy pragną realizować w życiu wartości chrześcijańskie, ludzi, którzy się modlą, nie wstydzą się Chrystusa. Widać w nich formację, tożsamość chrześcijańską. Wszystkie polskie siostry misjonarki, śledzimy przez Internet, co się dzieje w Polsce i mamy wrażenie, że dzieją się tylko same złe, smutne rzeczy, bo tak podają media, pokazują tylko młodzież zdemoralizowaną, urządzającą jakieś obrzydliwe pochody. Zastanawiam się, dlaczego w polskich mediach nie mówi się w ogóle o radości, o wspaniałych młodych ludziach, chociażby biorących udział w pielgrzymce. Na pielgrzymce nie było żadnych awantur, żadnych zamieszek. Jak wielu jest dobrych, radosnych ludzi! Dlaczego to nie jest podawane w mediach?... Wszyscy mamy już dość smutku.

Jak minął Siostrze czas urlopu spędzony w Polsce. Czy udało się Siostrze odpocząć?

Jadąc do Polski zaplanowałam sobie, że będzie to czas spokojny, że spędzę go z rodzicami, a okazało się, że był to czas bardzo intensywny, pracowity, ale i myślę, że bardzo owocny. Był to – tak odczuwam – czas budowania Kościoła Chrystusowego. Spotkani ludzie chcieli się dowiedzieć jak najwięcej o misjach. Mnóstwo spotkań, telefony nie milkły. Jest to dla mnie ogromna radość, że ludzie garną się do Kościoła, że interesują się, że są otwarci na sprawy misji, że chcą pomagać, włączać się w dzieło misyjne modlitwą, ofiarą. Wierzę, że to zmęczenie, które - nie ukrywam - mi towarzyszy, ciągłymi wyjazdami, spotkaniami, telefonami, zaowocuje gorliwością misyjną tego Kościoła.

Co według Siostry możemy tutaj w Polsce zrobić dla misji w Zambii?

Proszę Was już o to, byście się modlili za nas, za wszystkie siostry, za naszych podopiecznych, którym służymy, za wszystkie nasze dzieła. W tej chwili trwa budowa klasztoru w Chamilali, gdzie ma powstać kolejna nasza placówka. Jest to głęboko w buszu, 300 km od naszej stolicy Lusaki, w sąsiedniej diecezji Chipata. Nie ma tam połączenia internetowego ani telefonicznego. Od miesiąca dopiero mieszkańcy mają dostęp do wody ze studni, którą wywierciły nasze siostry z ofiar złożonych przez dobroczyńców. Potrzebna jest modlitwa, Boże błogosławieństwo w rozwoju tej misji, ale i innych pozostałych naszych placówek: w Mpanshya, Chilanga, Makeni. Tam gdzie posługuję, czyli w Chilanga też mamy trudny czas, bowiem borykamy się z problemem zamknięcia Hospicjum, co łączy się z nieludzkim nie tylko leczeniem, ale i umieraniem naszych pacjentów. Hospicjum bowiem jest bardzo potrzebne. Ludzie strasznie cierpią w tych swoich lepiankach, leżą na ziemi czasami na starych materacach… Zawierzamy te i inne problemy misji Jezusowi.

Pragnę w tym miejscu podziękować wszystkim za ofiary, jakie złożyli na misje. Dziękuję w imieniu naszych dzieci za wszystkie ubranka, zabawki, przybory szkolne, środki czystości, które wyślemy w paczkach pocztą. Za każdy wkład, modlitwę, ofiarę… Bóg zapłać!

Nie będzie Siostry wśród nas najprawdopodobniej kolejne trzy lata. Z jakim przesłaniem nas Siostra zostawia…

Każdy z nas jest misjonarzem. Każdy ma swoją misję do spełnienia. Czy to w rodzinie, czy wśród przyjaciół w szkole, wśród pracowników, sąsiadów. Ta misja zamyka się w słowie: MIŁOŚĆ. Całe Pismo Święte streszcza się w dziesięciu przykazaniach, a jakby streścić dziesięć przykazań to pozostanie jedno słowo: MIŁOŚĆ. św. Jan od Krzyża napisał: „Pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości”, a nasz św. Jan Paweł II potwierdził: „Jeśli cokolwiek warto na świecie czynić to tylko jedno: miłować”. Wystarczy tylko kochać, a wszystko będzie dobrze…

Kiedyś na jednej placówce w Polsce byłam przy umierającej starszej siostrze. Gdy była jeszcze świadoma, pytałyśmy ją, jako młode siostry, co chciałaby nam powiedzieć. Powtarzała nam tylko jedno krótkie zdanie: kochajcie Jezusa, kochajcie Jezusa… Uważam, że powiedziała najważniejsze słowa. Musimy się nauczyć w naszym życiu zawierzać wszystko Jezusowi, przede wszystkim wszystkie trudne sprawy, kłopoty, problemy, wybory swojego powołania, czy to do życia kapłańskiego, zakonnego, małżeńskiego czy do życia w samotności. Jeśli to wszystko jest przeżywane z Jezusem, to wtedy życie jest piękne, płodne. Życie, które promieniuje, pociąga innych i daje radość, której wydaje mi się, że bardzo dzisiaj brakuje. Nauczyć się czerpać życie z bliskości Pana Boga. Bóg daje nam swoje drogowskazy – przykazania, wiemy co mamy robić, jak mamy żyć. Gdy Filip – Apostoł prosił Jezusa, by wskazał nam drogę, Jezus odpowiedział: „Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. Uczynić Jezusa swoją drogą, a wtedy jakiekolwiek to będzie powołanie, to zawsze będziemy spełnieni na tej drodze. Życzę Wam tego, byście nie tracili i nie dali sobie odebrać radości. Od Zambijczyków uczę się „poszukiwania dobra”. Ktoś kiedyś polecił mi, bym wypisała na kartce dziesięć dobrych rzeczy, które mi się przydarzyły w ciągu dnia. Wypisałam z wielkim trudem tylko trzy, w następnym dniu już pięć. Po paru dniach tej praktyki udało mi się dojść do dwudziestu. Życzę Wam: Bądźcie „poszukiwaczami dobra”.

Dziękujemy Siostrze za tak piękne świadectwo wiary. My również życzymy Bożej radości, by nigdy w Siostry posłudze nie zabrakło pogody ducha. Niech Pan Bóg obdarza zdrowiem i siłą w pokonywaniu trudności. Gdy wróci Siostra do siebie, do Zambii, proszę pozdrowić od nas wszystkie siostry misjonarki i zapewnić je o naszej nieustającej modlitwie za Was i Waszych podopiecznych. Niech Duch Święty prowadzi Was na tej pięknej drodze powołania i niech pozwoli cieszyć się obfitymi owocami tej posługi.